czwartek, 25 czerwca 2015

Bo gdy jest szczęście, wszystko się uda ;)

Cześć Kochani!
Zastanawiam się, czy jeszcze tu zaglądacie, czy już przekreśliliście mojego bloga.... Wiem, nie było mnie ponad miesiąc, wow. Jednak wszystkiemu trzeba poświęcić bardzo dużo czasu. A teraz sesja, poszukiwania pracy, planowanie wakacji i tak mogłabym wymieniać. Ale, to w zasadzie nie jest wytłumaczenie. Postaram się poprawić, bo zależy mi na tym blogu.

Kotłuje się w mojej głowie milion tematów, ale nie o wszystkim opowiem w jednym wpisie.
Widzicie tytuł posta? To prawda. Mnie ta myśl towarzyszy od niedawna. Gdy jest szczęście, wszystko się uda. A może, gdy jest druga osoba, to wszystko ma dla nas sens? To jest jakoś ze sobą powiązane. Mnie szczęście towarzyszyło od zawsze, bo nie można mówić, że gdy się jest samemu, gdy nie ma się wymarzonych rzeczy, gdy nie jest się bogatym, gdy jest się chorym, to nie można być szczęśliwym. Można. Trzeba tylko myśleć o wartości, którą posiadamy, o naszych cechach, o tym jak wiele możemy zrobić zgodnie ze swoimi możliwościami. Wszystko, co robię, uważam, że to "za mało", że przecież inni na pewno zrobili więcej, radzą sobie lepiej, są lepsi. I to przeświadczenie o byciu beznadziejnym ZAWSZE, w KAŻDEJ dziedzinie życie sprawia, że tak naprawdę nie mam poczucia własnej wartości. Każdy komplement, piękne słowo, szczerość, marzenia...wszystkie słowa kierowane do mnie zatrzymują się na poziomie mojego ciała, które jest murem i od którego wszystkie te słowa się odbijają. Nie ma lepszych, nie można porównywać się do innych. Każdy ma wartość. Swoją, najlepszą, taką z którą sobie radzi, której jest godzien, którą sobie wypracował. Nie można sobie nic wyrzucać. Nie. "Mogłam zrobić więcej" - najwyraźniej nie mogłam. Zrobiłam tyle, ile byłam w stanie. Zawsze oceniałam się przez to, co robię, ile robię - czyli przez pryzmat nauki, pracy, ogółem: obowiązków. Czyli wynika z tego, że jeśli nie robię nic, tzn. np. cały dzień siedzę w łóżku przez telewizorem, oznacza, że nie mam wartości, że nie mogę być pewna siebie, że do niczego się nie nadaje, że jestem beznadziejna, że wszyscy są lepsi? A co z niepełnosprawnymi? Ze starszymi ludźmi? Z niemowlakami? Oni też są beznadziejni, bo nie mogą pracować, poruszać się? Oni nie mają żadnej wartości? To skąd czerpiemy wartość? Kiedy możemy mówić, że jesteśmy wartościowi, czuć się dobrze ze sobą, być pewnym siebie?
A czy osoby chore fizycznie mają większą wartość, niż osoby z problemami psychicznymi? Czy grypa jest lepsza od depresji? Czy lek przeciwbólowy jest lepszy niż lek psychotropowy? Czy jeśli ktoś ma problemy psychiczne, oznacza, że jest wariatem? Czy naprawdę, gdy ktoś ma takie problemy, trzeba się od niego izolować, mówić, że jest idiotą, zwariował? Przemyślcie to, zanim zamierzacie kogoś zranić. Albo nie - nie każdy jest empatyczny, niemniej warto przemyśleć to, czy warto oceniać kogoś po okładce ;)

Nie. Nie boję mówić się o sobie, o swoich problemach, o terapii, o lekach, o swoich przemyśleniach. Nie istnieją dla mnie tematy tabu, bo nie ma takich tematów. Jedynie ludzie stwarzają problemy, uważając jakiś temat za zbyt trudny. Trzeba rozmawiać i trzeba być wyrozumiałym.

:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz