hej.....?
Może ktoś jeszcze mnie usłyszy. Minęło tyle miesięcy, że mogliście o mnie zapomnieć.
Ciężko jest prowadzić blog codziennie, jeśli ma się obowiązki, ale postaram się wpadać tu jak najczęściej.
Czy Wy też marzycie już o wiośnie?
Uśmiech w świat :)
o tym, co towarzyszy życiu
sobota, 12 marca 2016
czwartek, 25 czerwca 2015
Bo gdy jest szczęście, wszystko się uda ;)
Cześć Kochani!
Zastanawiam się, czy jeszcze tu zaglądacie, czy już przekreśliliście mojego bloga.... Wiem, nie było mnie ponad miesiąc, wow. Jednak wszystkiemu trzeba poświęcić bardzo dużo czasu. A teraz sesja, poszukiwania pracy, planowanie wakacji i tak mogłabym wymieniać. Ale, to w zasadzie nie jest wytłumaczenie. Postaram się poprawić, bo zależy mi na tym blogu.
Kotłuje się w mojej głowie milion tematów, ale nie o wszystkim opowiem w jednym wpisie.
Widzicie tytuł posta? To prawda. Mnie ta myśl towarzyszy od niedawna. Gdy jest szczęście, wszystko się uda. A może, gdy jest druga osoba, to wszystko ma dla nas sens? To jest jakoś ze sobą powiązane. Mnie szczęście towarzyszyło od zawsze, bo nie można mówić, że gdy się jest samemu, gdy nie ma się wymarzonych rzeczy, gdy nie jest się bogatym, gdy jest się chorym, to nie można być szczęśliwym. Można. Trzeba tylko myśleć o wartości, którą posiadamy, o naszych cechach, o tym jak wiele możemy zrobić zgodnie ze swoimi możliwościami. Wszystko, co robię, uważam, że to "za mało", że przecież inni na pewno zrobili więcej, radzą sobie lepiej, są lepsi. I to przeświadczenie o byciu beznadziejnym ZAWSZE, w KAŻDEJ dziedzinie życie sprawia, że tak naprawdę nie mam poczucia własnej wartości. Każdy komplement, piękne słowo, szczerość, marzenia...wszystkie słowa kierowane do mnie zatrzymują się na poziomie mojego ciała, które jest murem i od którego wszystkie te słowa się odbijają. Nie ma lepszych, nie można porównywać się do innych. Każdy ma wartość. Swoją, najlepszą, taką z którą sobie radzi, której jest godzien, którą sobie wypracował. Nie można sobie nic wyrzucać. Nie. "Mogłam zrobić więcej" - najwyraźniej nie mogłam. Zrobiłam tyle, ile byłam w stanie. Zawsze oceniałam się przez to, co robię, ile robię - czyli przez pryzmat nauki, pracy, ogółem: obowiązków. Czyli wynika z tego, że jeśli nie robię nic, tzn. np. cały dzień siedzę w łóżku przez telewizorem, oznacza, że nie mam wartości, że nie mogę być pewna siebie, że do niczego się nie nadaje, że jestem beznadziejna, że wszyscy są lepsi? A co z niepełnosprawnymi? Ze starszymi ludźmi? Z niemowlakami? Oni też są beznadziejni, bo nie mogą pracować, poruszać się? Oni nie mają żadnej wartości? To skąd czerpiemy wartość? Kiedy możemy mówić, że jesteśmy wartościowi, czuć się dobrze ze sobą, być pewnym siebie?
A czy osoby chore fizycznie mają większą wartość, niż osoby z problemami psychicznymi? Czy grypa jest lepsza od depresji? Czy lek przeciwbólowy jest lepszy niż lek psychotropowy? Czy jeśli ktoś ma problemy psychiczne, oznacza, że jest wariatem? Czy naprawdę, gdy ktoś ma takie problemy, trzeba się od niego izolować, mówić, że jest idiotą, zwariował? Przemyślcie to, zanim zamierzacie kogoś zranić. Albo nie - nie każdy jest empatyczny, niemniej warto przemyśleć to, czy warto oceniać kogoś po okładce ;)
Nie. Nie boję mówić się o sobie, o swoich problemach, o terapii, o lekach, o swoich przemyśleniach. Nie istnieją dla mnie tematy tabu, bo nie ma takich tematów. Jedynie ludzie stwarzają problemy, uważając jakiś temat za zbyt trudny. Trzeba rozmawiać i trzeba być wyrozumiałym.
:)
Zastanawiam się, czy jeszcze tu zaglądacie, czy już przekreśliliście mojego bloga.... Wiem, nie było mnie ponad miesiąc, wow. Jednak wszystkiemu trzeba poświęcić bardzo dużo czasu. A teraz sesja, poszukiwania pracy, planowanie wakacji i tak mogłabym wymieniać. Ale, to w zasadzie nie jest wytłumaczenie. Postaram się poprawić, bo zależy mi na tym blogu.
Kotłuje się w mojej głowie milion tematów, ale nie o wszystkim opowiem w jednym wpisie.
Widzicie tytuł posta? To prawda. Mnie ta myśl towarzyszy od niedawna. Gdy jest szczęście, wszystko się uda. A może, gdy jest druga osoba, to wszystko ma dla nas sens? To jest jakoś ze sobą powiązane. Mnie szczęście towarzyszyło od zawsze, bo nie można mówić, że gdy się jest samemu, gdy nie ma się wymarzonych rzeczy, gdy nie jest się bogatym, gdy jest się chorym, to nie można być szczęśliwym. Można. Trzeba tylko myśleć o wartości, którą posiadamy, o naszych cechach, o tym jak wiele możemy zrobić zgodnie ze swoimi możliwościami. Wszystko, co robię, uważam, że to "za mało", że przecież inni na pewno zrobili więcej, radzą sobie lepiej, są lepsi. I to przeświadczenie o byciu beznadziejnym ZAWSZE, w KAŻDEJ dziedzinie życie sprawia, że tak naprawdę nie mam poczucia własnej wartości. Każdy komplement, piękne słowo, szczerość, marzenia...wszystkie słowa kierowane do mnie zatrzymują się na poziomie mojego ciała, które jest murem i od którego wszystkie te słowa się odbijają. Nie ma lepszych, nie można porównywać się do innych. Każdy ma wartość. Swoją, najlepszą, taką z którą sobie radzi, której jest godzien, którą sobie wypracował. Nie można sobie nic wyrzucać. Nie. "Mogłam zrobić więcej" - najwyraźniej nie mogłam. Zrobiłam tyle, ile byłam w stanie. Zawsze oceniałam się przez to, co robię, ile robię - czyli przez pryzmat nauki, pracy, ogółem: obowiązków. Czyli wynika z tego, że jeśli nie robię nic, tzn. np. cały dzień siedzę w łóżku przez telewizorem, oznacza, że nie mam wartości, że nie mogę być pewna siebie, że do niczego się nie nadaje, że jestem beznadziejna, że wszyscy są lepsi? A co z niepełnosprawnymi? Ze starszymi ludźmi? Z niemowlakami? Oni też są beznadziejni, bo nie mogą pracować, poruszać się? Oni nie mają żadnej wartości? To skąd czerpiemy wartość? Kiedy możemy mówić, że jesteśmy wartościowi, czuć się dobrze ze sobą, być pewnym siebie?
A czy osoby chore fizycznie mają większą wartość, niż osoby z problemami psychicznymi? Czy grypa jest lepsza od depresji? Czy lek przeciwbólowy jest lepszy niż lek psychotropowy? Czy jeśli ktoś ma problemy psychiczne, oznacza, że jest wariatem? Czy naprawdę, gdy ktoś ma takie problemy, trzeba się od niego izolować, mówić, że jest idiotą, zwariował? Przemyślcie to, zanim zamierzacie kogoś zranić. Albo nie - nie każdy jest empatyczny, niemniej warto przemyśleć to, czy warto oceniać kogoś po okładce ;)
Nie. Nie boję mówić się o sobie, o swoich problemach, o terapii, o lekach, o swoich przemyśleniach. Nie istnieją dla mnie tematy tabu, bo nie ma takich tematów. Jedynie ludzie stwarzają problemy, uważając jakiś temat za zbyt trudny. Trzeba rozmawiać i trzeba być wyrozumiałym.
:)
czwartek, 21 maja 2015
11 dni?! :o
Wow.... czy naprawdę aż 11 dni byłam tu nieobecna? Czy naprawdę moje życie jest ostatnimi czasy tak wypełnione?! To dobrze, cieszę się :)
Cześć, a może... witam ponownie? Przepraszam, że Was tak zaniedbałam ostatnio. Ale wiem, że tu jesteście!
Taka przerwa nie jest dobra. Moje myśli kotłują sie własnie w główce i nie wiem, od czego zacząć!
Ostatnio pojawiło się kilka "nowości". Pracuję - zarówno nad sobą jak i nauczam niemieckiego i logiki! Ponadto właśnie tłumaczę zasady arbitrażu, a czemu? To już tajemnica zawodowa, haha. Staram się oswajać z nauką, jeść zdrowo już tak całkowicie (bez żadnych wypadów na niezdrowe co nieco), ćwiczyć...różne sa tego efekty, ale ważne, że podejmuję próby :) Ale najważniejsze... pojawił się ktoś ten jedyny na świecie. I z dnia na dzień coraz bardziej wierzę, że wszystko naprawię, że wrócę całkowicie do siebie, że poczuje się pewnie. Bo zrobimy to razem. Dziękuję <3
Chciałabym Was poznać. Kim jesteście, co Was dręczy, dlaczego lubicie się uśmiechać, jakie macie problemy i przygody. Wszystko. Jeśli macie ochotę, piszcie do mnie komentarze :) Będzie mi miło.
A tak a propos zdrowego odżywiania się:
Cześć, a może... witam ponownie? Przepraszam, że Was tak zaniedbałam ostatnio. Ale wiem, że tu jesteście!
Taka przerwa nie jest dobra. Moje myśli kotłują sie własnie w główce i nie wiem, od czego zacząć!
Ostatnio pojawiło się kilka "nowości". Pracuję - zarówno nad sobą jak i nauczam niemieckiego i logiki! Ponadto właśnie tłumaczę zasady arbitrażu, a czemu? To już tajemnica zawodowa, haha. Staram się oswajać z nauką, jeść zdrowo już tak całkowicie (bez żadnych wypadów na niezdrowe co nieco), ćwiczyć...różne sa tego efekty, ale ważne, że podejmuję próby :) Ale najważniejsze... pojawił się ktoś ten jedyny na świecie. I z dnia na dzień coraz bardziej wierzę, że wszystko naprawię, że wrócę całkowicie do siebie, że poczuje się pewnie. Bo zrobimy to razem. Dziękuję <3
Chciałabym Was poznać. Kim jesteście, co Was dręczy, dlaczego lubicie się uśmiechać, jakie macie problemy i przygody. Wszystko. Jeśli macie ochotę, piszcie do mnie komentarze :) Będzie mi miło.
A tak a propos zdrowego odżywiania się:
![]() |
| Bobovita z jabłkami i śliwkami, czereśnie, truskawki / jakość telefonu HTC |
niedziela, 10 maja 2015
:)
Miałam tu bywać codziennie, ale.... obowiązki życia codziennego, uff. Dużo ich! A w tym tygodniu będzie ich jeszcze więcej.
Co się działo? Jak zwykle wiele ciekawego, co przyprawiało o uśmiech, jak zwykle pewne błędy, z których zawsze wyciągam lekcje i jak zwykle byli przyjaciele. A tak bardziej szczegółowo, to np. byliśmy w kinie nad Wisłą z PKO Off Camera i leżakowaliśmy w forum, byłam na komunii i wróciły wspomnienia sprzed 13 lat, gdy w tym samym kościele również ja przyjmowałam sakrament, biegałam, upiekłam sernik.... takie tam :)
A ten tydzień? Nie. Nie chcę o nim myśleć, jeszcze jest niedziela. Mam 3 kolokwia (lub 5 jeśli się wyrobię... ha ha ha) + 2 egzaminy. Trzymajcie kciuki :)
Co się działo? Jak zwykle wiele ciekawego, co przyprawiało o uśmiech, jak zwykle pewne błędy, z których zawsze wyciągam lekcje i jak zwykle byli przyjaciele. A tak bardziej szczegółowo, to np. byliśmy w kinie nad Wisłą z PKO Off Camera i leżakowaliśmy w forum, byłam na komunii i wróciły wspomnienia sprzed 13 lat, gdy w tym samym kościele również ja przyjmowałam sakrament, biegałam, upiekłam sernik.... takie tam :)
A ten tydzień? Nie. Nie chcę o nim myśleć, jeszcze jest niedziela. Mam 3 kolokwia (lub 5 jeśli się wyrobię... ha ha ha) + 2 egzaminy. Trzymajcie kciuki :)
wtorek, 5 maja 2015
wiara, nadzieja? a może jedno i drugie?
Dlaczego nie potrafię wierzyć w magię słów?
Dlaczego myślę, że jestem oszukiwana?
Dlaczego wydaje mi się, że to nie dzieje się naprawdę?
Dlaczego sądzę, że jestem tylko do zabawy, na chwilę?
Dlaczego nie umiem tak zwyczajnie pogrzebać tego, co było?
Dlaczego patrzę przez pryzmat ran?
Dlaczego gdy jestem blisko, to opanowuje mnie strach, płacz, panika?
Dlaczego nie wierzę w siebie?
Dlaczego nie jestem pewna siebie i ani pewna, ani siebie?
Dlaczego do cholery to wszystko jest silniejsze ode mnie?
Dlaczego nie umiem tego wykorzenić? Dlaczego....
i dlaczego nie potrafię stanąć na nogach, na obu, nie na jednej, twardo, i powiedzieć sobie ostatecznie, że od dzisiaj wszystko się zmienia?
Dlaczego... Nie chcę pytać. Chcę być pytaną. Nie chcę odpowiadać. Chcę dawać odpowiedzi innym.
Nie chcę "dlaczego" w moim życiu.
Dlaczego myślę, że jestem oszukiwana?
Dlaczego wydaje mi się, że to nie dzieje się naprawdę?
Dlaczego sądzę, że jestem tylko do zabawy, na chwilę?
Dlaczego nie umiem tak zwyczajnie pogrzebać tego, co było?
Dlaczego patrzę przez pryzmat ran?
Dlaczego gdy jestem blisko, to opanowuje mnie strach, płacz, panika?
Dlaczego nie wierzę w siebie?
Dlaczego nie jestem pewna siebie i ani pewna, ani siebie?
Dlaczego do cholery to wszystko jest silniejsze ode mnie?
Dlaczego nie umiem tego wykorzenić? Dlaczego....
i dlaczego nie potrafię stanąć na nogach, na obu, nie na jednej, twardo, i powiedzieć sobie ostatecznie, że od dzisiaj wszystko się zmienia?
Dlaczego... Nie chcę pytać. Chcę być pytaną. Nie chcę odpowiadać. Chcę dawać odpowiedzi innym.
Nie chcę "dlaczego" w moim życiu.
sobota, 2 maja 2015
Gdzieś, dokąd należę
Jak mija majówka? Nie narzekajcie już tak, że pogoda kiepska. Przecież nie istnieje jedynie grill :) A jak na krótki spacerek, pogoda wymarzona!
Ja męczę się ze streszczeniem kazania "O wojnie sprawiedliwej". Ale jeszcze 6 stron! Uff. Post jest przerwą :) Nie ukrywam, ważny i pełen mądrości tekst, ale....chyba wolę te paragrafy. (kwestia do przemyślenia)
Przesyłam Wam piosenkę, której tekst idealnie(!) opisuje mnie obecnie - Somewhere I Belong
Trzymajcie się cieplutko mimo wiatru :)
Ja męczę się ze streszczeniem kazania "O wojnie sprawiedliwej". Ale jeszcze 6 stron! Uff. Post jest przerwą :) Nie ukrywam, ważny i pełen mądrości tekst, ale....chyba wolę te paragrafy. (
Przesyłam Wam piosenkę, której tekst idealnie(!) opisuje mnie obecnie - Somewhere I Belong
Trzymajcie się cieplutko mimo wiatru :)
piątek, 1 maja 2015
byle było cieplej
Mówiłam, że Was przytłoczę/zanudzę(?)/zarzucę Berlinem?;)
Wydaje mi się, że zaczęłam wiele wątków w poprzednich postach, które miałam dokończyć.
1. Wnioski z tygodnia #robięcochcę. Tak naprawdę to nie mój pomysł, ale osoby, dzięki której uczę się na nowo funkcjonować poprawnie. Na nowo? Tak. Bo od 3 lat stopniowo traciłam każdą część.
Co robiłam przez ten tydzień? Tak jak Wam opisywałam. Nic specjalnego - nie był to skok z kosmosu, jedzenie ośmiornicy, wyjazd do Afryki, czy coś równie abstrakcyjnego. Były to zwykłe codzienne czynności, spędzanie chwil z przyjaciółmi, dbanie o swoje potrzeby. Po prostu cieszenie się życiem, w którym wszystko, co robię, nie jest przymusem tylko chęcią.
Jak to zrobiłam, że nagle czasownik "muszę" nie stał za plecami i przypominał o obowiązkach, presji, stresie itd.? Jak to możliwe, że zamieszkało we mnie "chcę"? W zasadzie sama próbuje sobie odpowiedzieć na to pytanie. Chyba zwyczajnie stanęłam na ulicy i zamykając oczy, pomyślałam: "Od dzisiaj w Twoim życiu wszystko jest takie jak było, ale nie dlatego, że musi takie być - sama to wszystko wybrałaś, więc tego chciałaś. Od dzisiaj chcesz, nie musisz. A wiesz czemu? Bo "muszę" powoduje wszystko, co negatywne. "Muszę" Cię niszczy, rani".
Czy się udało? Tak. Niesamowicie szybko. Chciało mi się wstać, uczyć, podczas spotkań ze znajomymi nie myślałam o tym, co muszę po powrocie do domu, lecz myślami byłam na spotkaniu.
Niektórzy z Was źle mnie odebrali. Usłyszałam: "Wiesz, Magda, nie wszystko, co w życiu robimy, jest tym, czego chcemy. Są przecież jakieś obowiązki np. praca". Tak, racja. Ja np. nie chcę zdawać egzaminów, nie chcę być wykorzystywana, nie chcę dać się oszukać. Zupełnie nie dążyłam do tego, aby przekonać Was do rzucenia wszystkiego w swoim życiu, zmiany o 180 stopni, wyjazdu na plażę i wiecznego życia na luzie. Nie. Chciałam, żebyście popatrzyli na Wasze wybory w życiu, na to, na co narzekacie. Wszystko ma swoją przyczynę. "Nie chcę mi się uczyć" - skoro nie, to pomyśl: 1. albo warto zmienić studia, 2. czy aby na pewno? Przecież wybrałeś/aś to, co Ciebie interesowało. To nie jest tak, że Ci się nie chce. Chcesz, ale boisz się tego, co zawarte w książce - czy uda Ci się to opanować na tyle dobrze, żeby zdać.
Pozostawię Wam miejsce na dopowiedzenie sobie reszty, refleksje... i tym samym zostawię ten temat otwartym.
Miłego weekendu majowego! :)
Za oknem zimno, szaro, ale zielono! Ocieplam Was widoczkiem z parku Tiergarten.
Bardzo chciałam podziękować Patrycji za towarzyszenie mi w tej berlińskiej przygodzie i za ogół wydarzeń z tych 4 dni ;*
| Tiergarten / Berlin 04.2015 |
1. Wnioski z tygodnia #robięcochcę. Tak naprawdę to nie mój pomysł, ale osoby, dzięki której uczę się na nowo funkcjonować poprawnie. Na nowo? Tak. Bo od 3 lat stopniowo traciłam każdą część.
Co robiłam przez ten tydzień? Tak jak Wam opisywałam. Nic specjalnego - nie był to skok z kosmosu, jedzenie ośmiornicy, wyjazd do Afryki, czy coś równie abstrakcyjnego. Były to zwykłe codzienne czynności, spędzanie chwil z przyjaciółmi, dbanie o swoje potrzeby. Po prostu cieszenie się życiem, w którym wszystko, co robię, nie jest przymusem tylko chęcią.
Jak to zrobiłam, że nagle czasownik "muszę" nie stał za plecami i przypominał o obowiązkach, presji, stresie itd.? Jak to możliwe, że zamieszkało we mnie "chcę"? W zasadzie sama próbuje sobie odpowiedzieć na to pytanie. Chyba zwyczajnie stanęłam na ulicy i zamykając oczy, pomyślałam: "Od dzisiaj w Twoim życiu wszystko jest takie jak było, ale nie dlatego, że musi takie być - sama to wszystko wybrałaś, więc tego chciałaś. Od dzisiaj chcesz, nie musisz. A wiesz czemu? Bo "muszę" powoduje wszystko, co negatywne. "Muszę" Cię niszczy, rani".
Czy się udało? Tak. Niesamowicie szybko. Chciało mi się wstać, uczyć, podczas spotkań ze znajomymi nie myślałam o tym, co muszę po powrocie do domu, lecz myślami byłam na spotkaniu.
Niektórzy z Was źle mnie odebrali. Usłyszałam: "Wiesz, Magda, nie wszystko, co w życiu robimy, jest tym, czego chcemy. Są przecież jakieś obowiązki np. praca". Tak, racja. Ja np. nie chcę zdawać egzaminów, nie chcę być wykorzystywana, nie chcę dać się oszukać. Zupełnie nie dążyłam do tego, aby przekonać Was do rzucenia wszystkiego w swoim życiu, zmiany o 180 stopni, wyjazdu na plażę i wiecznego życia na luzie. Nie. Chciałam, żebyście popatrzyli na Wasze wybory w życiu, na to, na co narzekacie. Wszystko ma swoją przyczynę. "Nie chcę mi się uczyć" - skoro nie, to pomyśl: 1. albo warto zmienić studia, 2. czy aby na pewno? Przecież wybrałeś/aś to, co Ciebie interesowało. To nie jest tak, że Ci się nie chce. Chcesz, ale boisz się tego, co zawarte w książce - czy uda Ci się to opanować na tyle dobrze, żeby zdać.
Pozostawię Wam miejsce na dopowiedzenie sobie reszty, refleksje... i tym samym zostawię ten temat otwartym.
Miłego weekendu majowego! :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
